Przejdź do treści

Czy to już za późno na taniec? Historia Aleksandry Kurek

  • przez

Zacząłeś/aś tańczyć bardzo późno, czy to znaczy że nie masz szans się wybić?

ALEKSANDRA KUREK

Tancerka, instruktorka tańca i trenerka personalna. Współzałożycielka projektu wspierającego rozwój tancerzy mo.forDancers. 

Początkowo myślała jednak, że jej kariera pójdzie w całkowicie innym kierunku i będzie rozwijać się w roli event managera (czym zajmowała się przez 3 lata). 

No właśnie… jak to się stało, że sprzed ekranu komputera nagle znalazła się na sali tanecznej, a później treningowej? Jak sama lubi mówić: 

„jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”

– co doskonale sprawdza się w jej przypadku. Sami zobaczcie!

Aktywność fizyczna towarzyszyła mi od najmłodszych lat. Brałam udział w przeróżnych zawodach sportowych oraz konkursach tanecznych w szkole, jednak nigdy nie traktowałam tego w inny sposób niż jako formę spędzania wolnego czasu. W zamian za to rozwijałam się w innych dziedzinach. 

Byłam członkiem międzynarodowej organizacji studenckiej (AIESEC), odpowiedzialnym za organizację pobytu wolontariuszy zagranicznych w placówkach non-profit, brałam udział w projektach, konferencjach w różnych częściach Europy oraz wyjechałam na pewien czas za granicę. Zebrane doświadczenie pozwoliło mi później szybko objąć funkcję event managera, którą sprawowałam przez kolejne 3 lata. 

Eventy! TAK! To było to! Organizacja ciekawych wydarzeń, imprez, wyjazdów zagranicznych. Dużo się działo, każdy dzień przynosił nowe wyzwania, mało było miejsca na nudę. 

Praca, pracą, ale kiedy skończyłam studia, zakończyłam pracę w organizacji studenckiej, która zajmowała 100% mojego czasu,  nagle pojawiła się pustka. Tyle wolnego czasu, którego dawno nie miałam. Czemu by nie wrócić do moich zainteresowań i realizacji marzeń, które miałam za dzieciaka? Właśnie! Czemu nie?! Tak rozpoczęła się moja przygoda z tańcem. 

Zaczęłam tańczyć w wieku, w którym znaczna część tancerzy przechodzi na tzw. „emeryturę taneczną”. Wtedy nie myślałam o tańcu na poważnie, bo przecież jestem za stara, nie spędziłam wielu lat na sali tanecznej, nie znam techniki, no i nie mam szans wśród tak dużej konkurencji. Generalnie dawałam sobie same NIE. Tak głębokie słowa krytyki, które kierowałam do samej siebie nie spowodowały, że przestałam ćwiczyć, chodzić na warsztaty, brać lekcje prywatne – nie przestałam się rozwijać. Wewnętrznie czułam że stać mnie na wiele, chciałam iść do przodu i spróbować swoich sił. Nie ukrywam, że gdyby nie mój trener taneczny Mariusz Jasuwienias, pewnie nie zawalczyłabym o siebie i swoją pasję. To on był pierwszą osobą która wierzyła we mnie bardziej niż ja sama w siebie. Dziękuję Mariusz za wsparcie i niekończące się słowa motywacji <3 To on namawiał mnie na udział w różnych castingach, ganił za brak wiary w siebie oraz utwierdził w przekonaniu, że nigdy nie będę czuła się gotowa na nowe wyzwania, zawsze można coś poprawić, ale jeśli nie spróbuję – będę czekać całe życie i nigdy się nie doczekam na ten odpowiedni moment. 

Powtarzał – i teraz się z nim zgadam – że wytrwałą i systematyczną pracą można osiągnąć bardzo dużo. W ten sposób, zaledwie po dwóch latach od rozpoczęcia swojej przygody z tańcem, wzięłam udział w kilku produkcjach telewizyjnych tworząc oprawę taneczną koncertów wakacyjnych, a także koncertu sylwestrowego. 

Cudowne doświadczenie, kiedy uświadomiłam sobie, że spełniłam marzenie, które tak naprawdę wyparłam z pamięci, bo wiedziałam że jest to po prostu NIEREALNE. 

Jak to w życiu bywa, każda sytuacja ma swoje blaski i cienie. Podobnie było w tym przypadku. Tak bardzo skupiłam się na realizacji mojego marzenia, że byłam gotowa na wszystko, aby tylko się ziściło. Byłam gotowa na ciężką pracę, na różnego rodzaju niedogodności, ból, cierpienie i łzy. Jak to się mówi NO PAIN, NO GAIN. Wiele razy zaciskałam zęby, z każdym dniem pozwalałam innym osobom przekraczać moje granice, które w pewnym momencie  przestała w ogóle istnieć. Nie mogłam, nie chciała się poddać w tym momencie. Byłam zdeterminowana, by wytrzymać wszystkie ciężkie sytuacje. Jakoś to będzie, a później pójdzie z górki. Niestety nie poszło z górki, a dziś już  mogę powiedzieć, że poleciałam w czarną otchłań. 

Zbyt wiele przykrych sytuacji, zbyt wiele razy pozwoliłam przekraczać moje granice, zbyt dużo negatywnych emocji, zbyt wiele szkodliwych słów – to wszystko spowodowało, że jestem aktualnie w miejscu, w którym taniec poszedł na dużo dalszy plan. Na domiar złego tamten okres odbił się również na moim zdrowiu. 

Dlaczego dzielę się tą historią? Uważam, że nie warto postępować wbrew sobie. Nie warto popadać w schemat, że nie da się osiągnąć wielkich rzeczy bez cierpienia. Oczywiście trzeba się napracować, ale wszystko w pewnych granicach.Ja właśnie tak funkcjonowałam przez pewien czas, przez co pasja i radość z tańca gdzieś się zagubiły. Czy je odnajdę? Nie mam pojęcia, ale wierzę że nic nie dzieje się bez przyczyny i jest to moja lekcja którą odrabiam. 

Czy nadal tańczę? Tak! Ale jest to bardziej ponowne zapoznawanie się z tańcem i utwierdzanie się w przekonaniu, że nic złego już mnie tu nie spotka, bo już wiem, że na to sobie nie pozwolę. 

Mam nadzieję, że wytrwałeś do tego momentu. Historia ta była konieczna, aby pokazać Ci dlaczego stoję teraz po drugiej stronie. Jako trenerka i osoba, która stara się pokazać tancerzom że istnieje inna – lepsza droga. Gdy taniec zajmował prawie że całe miejsce w moim sercu, szukałam różnych możliwości rozwoju. Wiedziałam, że nie mam szans konkurować z osobami które tańczą od 5,10,15 lat. Szukałam innego sposobu na podniesienie moich umiejętności. Obserwowałam tancerzy, to co robią, w jaki sposób się rozwijają oraz patrzyłam na to czego ja potrzebuję, czego mi brakuje. 

I tak trafiłam na… TRENING MOTORYCZNY! Wiedziałam, że jeśli chcę rozwijać się w tańcu 10x szybciej niż inni, muszę zadbać o moje ciało, które było bardzo słabe. Tak oto przypadkiem spotkałam Olę Łabędź, która prowadziła lekcje na warsztatach, w których brałam udział. Wymieniłyśmy się kontaktami, a następnego dnia byłam już u niej w studio. Ola prowadziła mnie motorycznie i jak sama mówi obserwowała moje niebywałe postępy. Dopytywałam o wszystkie szczegóły, chciałam wynieść z każdego treningu jak najwięcej (dlatego po każdym treningu robiłam notatki – zapisywałam tyle, ile udało mi się zapamiętać… haha :p Tak, serio to robiłam). Moja sumienność i skrupulatność pokazała się także w tej sytuacji. Dzięki temu dzisiaj stoję po drugiej stronie jako trenerka personalna, oraz współzałożycielka mo.forDancers (więcej o tym, jak powstało mo.forDancers przeczytasz tutaj). Czy kiedykolwiek pomyślałabym, że tak to wszystko się potoczy? NIGDY. 

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana. Możemy sobie planować, a życie i tak toczy się po swojemu. Jednak nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o siebie. 

Aktualnie wspólnie z Olą rozwijamy naszą markę – mo.forDancers, projekt który uważam ma niesamowicie ważną misję. Wraz z Olą uczymy i pokazujemy tancerzom, że można inaczej, że praca w bólu ani fizycznym ani psychicznym, nie jest dobra. Można postępować w zgodzie ze sobą, czasem nawet odpuścić i zrobić krok do tyłu, a później kilka do przodu. Wierzę, że zarówno moja historia, jak i historia Oli Łabędź pokaże tancerzom, że są inne sposoby na osiąganie swoich marzeń. 

Pokaże także i Tobie, że istnieją bardziej efektywne i przyjemniejsze sposoby na osiąganie swoich marzeń.